14 września 2018, autor: Karol Spernacki

A Love Supreme

„A Love Supreme” to jedna z największych płyt współczesnego jazzu, nagrana została w grudniu 1964 roku podczas sesji w studiu Rudy’ego Van Geldera. Ukazała się w roku 1965 nakładem wytwórni Impulse.

Możemy znaleźć wiele recenzji wychwalających majestatyczność, perfekcję i porównania do innych wielkich płyt. Ciekawe są słowa Coltrane’a  w wywiadzie z Michiel de Ruyter. Możemy się dowiedzieć, że podczas studyjnych prac nad płytą wiele śladów instrumentów nie weszło do orginalnej wersji. Możliwe, że tekst na okładce mówiacy, że nie jest to jeszcze skończone dzieło miał przybliżyć nam studyjne rozterki muzyka, co wybrać, co będzie lepsze.

Słuchając płyty mam jednak wrażenie że Trane dokonał odpowiednich wyborów. Każdy instrument ma swoje miejsce i swój czas a brzmienie nie pozwala odejść od głośników ani na chwilę.

Cofnijmy się jednak trochę w czasie do dni kiedy płyta była nagrywana. Wiele osób w tym krytycy nie pojmowali tego co z muzyka robi Coltrane. Uważali że jego innowacje nie pasują do jazzu, że prawdopodobnie zaczyna za bardzo od niego odbiegać. Zadajmy sobie tylko pytanie czym jest muzyka? Czym była muzyka dla Johna Coltrane’a?

Muzyką chciał przedstawiać swoje uczucia, wyrazić siebie, kim jest i co myśli. Można więc z każdej z płyt czegoś się o nim dowiedzieć jakby to była jego muzyczna autobiografia. Idąc tym tropem mozemy sądzić że „A love Supreme” była nieuniknionym etapem w jego karierze. Poszukując nowego brzemienia jazzu, znalazł Free Jazz  a ta płyta była kolejnym dowodem na to, że idzie w dobrą stronę. Utworami nie kierował wytyczony schemat czy standardowo jakiś temat.

Płyta była również niespotykanym wyznaniem miłości Bogu, którego John poraz kolejny odnalazł w sobie. I jak to mówił nie ważne w kogo się wierzy, jak się nazywa ważna jest miłosć do Boga, do ludzi i do świata. Mam wrażenie ze na tej płycie chciał to przedstawić swoja wiarę, wypowiadając na koniec utworu “Acknowledgement” I Love Supreme, I love Supreme.

Cała płyta jest bardzo spójna, świetnie odnajdują sie na niej  basista Jimmy Garrison, który swoim basem idealnie łaczy przejscie miedzy wspomnianym pierwszym utworem a “Resolution”. Perkusista Elvin Jones i na fortepianie McCoy Tyner. Cała czwórka stworzyła płytę skonstruowaną na zasadzie suity, która jest idealną całością, która pokazuje nam na czym polega równowaga w świecie. Moglibyśmy teraz wybierać najepszą z jego płyt ale moim zdanie najlepiej wybrać sie w podróż od początku jego nagrań i zrozumieć co John Coltrane chciał na przekazać. Nie chodzi tu tylko o wartość muzyczną ale i o przekaz w jego muzyce, którą zapraszał nas do swojego świata używając dźwięków.

Płyta ta dla mnie jest jednym z wielu puzzli do ułożenia i poznania Johna Coltranea. Polecam ją wszystkim fanom dobrego jazzu.